Naszą witrynę przegląda teraz 16 gości 
Ciekawostki Pająk nadrzewny z Hutan
Pająk nadrzewny z Hutan PDF Drukuj Email
Wpisany przez Mark Pennel   
sobota, 20 lutego 2010 10:15
Pająk nadrzewny z Hutan (Malezyjskie lasy deszczowe)

Mark Pennel

Obserwacje Cyriopagopus thorelli (Simon 1901) w jego naturalnym środowisku

Ten ogromny azjatycki ptasznik jest głównym tematem rozmów pajęczarskiego świata przez ostatnie kilka lat, jednakże wydaje się, że wiedza na temat jego środowiska i stylu życia jest tak naprawdę niewielka. W czasie lata 1999 roku miałem wyjątkowo dużo szczęścia mogąc obserwować tego osobnika w jego w naturalnym środowisku. Co jest zaskakujące, żył on w dziurze około czterech stóp nad ziemią, na belce podtrzymującej konstrukcję starej leśnej chaty. Napisałem zaskakujące, ponieważ do tego momentu Cyriopagopus thorelli uważany był za pająka czysto naziemnego.

Niedługo po moim powrocie z Malezji w 1999 roku, pojawiło się kilka tych pięknych ziemskich tygrysów. Różniły się od osobników, które do tej pory obserwowałem, były bardzo ciemne i nie miały jasnych zielonych i pomarańczowych barw tygrysich pasków na odwłoku jak te, które obserwowałem w Malezji. Wydawało się, że te konkretne gatunki mają wiele form barwnych i ciemnieją z wiekiem. Zakres kolorów od głębokiego niebieskiego i sinawych barw na odwłoku do ciemnej zieleni z oliwkowym karapaksem i pomarańczowymi paskami na odwłoku. Uważam, że inne formy barwne także istnieją. Rzekomo przedstawione osobniki znalezione zostały w starym bambusie. Czy to wskazuje na pająka nadrzewnego?

Moje hipotezy cały czas dyskutowane były w środowisku znawców ptaszników. Potrzebowałem dalszych dowodów do uwiarygodnienia moich teorii. Czy możliwe było by różne formy barwne tego pięknego pająka prowadziły różny tryb życia? Planowałem także kolejną wyprawę w 2000 roku, to była dobra okazja by odkryć prawdę!

Wydaje się, że góry Cameron są pozbawione ptaszników, ponieważ tak trudno je tam znaleźć. Trzeba pokonać autostradę i minąć małe miasto nazywane Ringlet. Dopiero wtedy dostrzeżecie ślady obecności ptaszników. Tak naprawdę kolosalna większość kolonii wzdłuż tej drogi została wykorzeniona i prawie całkowicie zniknęła. Pozostały jedynie niewielkie maluchy. Ktoś gdzieś ma teraz setki Coremiocnemis valida (formalnie validus) (Pocock, 1895).

Pierwsze ślady naszego nieuchwytnego Ziemskiego Tygrysa pojawiły się, gdy przyjaciel naszego gospodarza powiedział nam, że musimy podróżować niżej, w stronę Tupah. Na pokazaną mu niewielką fotografię zareagował z entuzjazmem: "Tak, to ten nadrzewny pająk. Tak my go nazywamy."

Dziwna nazwa jak dla "ZIEMNEGO" Tygrysa! Podążyliśmy tym tropem i udaliśmy się tam, gdzie wskazano nam miejsce występowania tego nadrzewnego pająka. Mam nadzieję, że czytelnik wybaczy mi, że powstrzymam się od opisywania tu szczegółów, bo choć nigdy nie blokowaliśmy dostępu do kolonii, jest pewne, że tu występowały w ogromnych ilościach. Nie chciałem sprowadzić zniszczenia, które spotkało poprzednio widzianą kolonię.

Oczywiście nie mieliśmy dowodów, że to rzeczywiście kolonie Cyriopagopus thorelli, ale opis, który otrzymaliśmy pasował do ciemniejszej, niebieskiej odmiany. Powiedziano nam, że zamieszkują te tereny z powodu dużej ilości drzew owocowych i przyciąganych przez nie owadów. Można było zaobserwować powstające kolonie na korze drzew, na których się żywiły.

Później tego dnia kilku pracowników farmy kwiatowej powiedziało nam o dużym pająku wychodzącym w nocy na sieci pokrywające kwiaty. Żywił się molami i innymi owadami przyciąganymi przez używane tu światła. Pomimo pokazania fotografii ciężko było ustalić, czy może chodzić o naszego pająka czy po prostu dużego "true spider". Gdy rozmawia się z mieszkańcami nie mającymi wiedzy o pająkach lub nie interesującymi się pająkami, trzeba pamiętać, że dla nich wszystkie wyglądają tak samo, a nawet jeśli nie, to traktują je tak samo - rozgniatają łopatą! Mimo to obiecali, że postarają się złapać dla nas jednego osobnika.

Po sprawdzeniu wielu ścieżek, które miały doprowadzić nas do tej bestii w jej własnym legowisku, w końcu ostatniego dnia na wzgórzach przyniesiono nam jednego osobnika. Nie był to nasz wymarzony scenariusz, ale mieliśmy wspaniałą okazję do sfotografowania jednego z tych rzadkich ptaszników.


Samica przedstawiająca ciemniejszą formę tego osobnika.


Wyglądający na raczej zmęczonego samiec.

Niedługo potem opuściliśmy wzgórza i udaliśmy się w stronę parku stanowego Kenong Rimba. Nim jeszcze dotarliśmy do dżungli mogliśmy stanąć twarzą w twarz z tą nadrzewną bestią, "Ptasznikiem nadrzewnym z Hutan". Podczas jednego z wielu naszych nocnych spacerów z zaufanym przewodnikiem Appu odnaleźliśmy naszego pierwszego Cyriopagopus thorelli i zastaliśmy pająka żyjącego bardzo podobnie do osobników gatunku Avicularia.



Niedługo potem i tylko trzy stopy dalej od naszego pierwszego odkrycia odnaleźliśmy drugiego osobnika. Jak widać na zdjęciu, pomijając że żył w rzeczy zrobionej przez człowieka, żył tak jak pająki nadrzewne. Prosty wniosek wskazywał, że zamieszkują one głównie drzewa i wszystkie możliwe dziury w nich. Było już późno, zaczął padać deszcz, więc szczęśliwi z możliwości nakręcenia dobrego kawałka materiału zdecydowaliśmy się wrócić tutaj rano i poszukać na ziemi śladów istnienia ewentualnych gniazd również tam.

Kilka kroków dalej, mój towarzysz idący na przedzie zaświecił latarką w w jedną z dziupli w drzewie, a tam był ogromny, naprawdę potwornie wielki osobnik. Na szczęście udało mu się wykonać fotografie zanim pająk zniknął w ciemnościach swojej kryjówki.



W ciemnym, przygnębiającym i wilgotnym lesie deszczowym, choć ciężko było to zobaczyć to uwierzcie mi, nigdy nie widziałem szerzej uśmiechniętego odkrywcy. Spełnienie! Drzewo miało około 30 stóp wysokości a dziura mieściła się pięć stóp ponad podłożem lasu. W środku gniazdo było suche, zwężało się do mieszczącej się kilka stóp wyżej dziury średnicy pięści. Rozdarcie w tym małym drzewie miało około sześciu cali szerokości i piętnastu cali wysokości.

Wycofaliśmy się na ten wieczór i po dyskusji zdecydowaliśmy, że skoro na powierzchni kilku stóp kwadratowych znaleźliśmy 3 osobniki to na pewno znajdziemy kilka gniazd w ziemi by udowodnić wszem i wobec, że ptaszniki te prowadzą zarówno naziemny jak i nadrzewny tryb życia.

Od wschodu słońca szukaliśmy bezowocnie, mając ręce i kolana pokryte poszyciem leśnym i Bóg wie czym jeszcze. Wyglądało na to, że nie znajdziemy żadnego naziemnego osobnika.

Nasze myśli skierowaliśmy w stronę dużego potwora zamieszkującego dziurę w drzewie. To był czas na łowy! Appu zniknął na kilka minut po czym powrócił z dużym karaluchem. Przywiązał go sznurkiem do patyka i poruszając nim w okolicach gniazda starał się skusić pająka do ataku. Szybkie zerknięcie do środka odkryło przed nami ułożoną "głową" w dół samicę, z odnóżami złożonymi razem, co przypominało nam zachowanie Poecilotherii. Odsunęliśmy się, by dać jej czas na ochłonięcie po naszym wtargnięciu.



Po naszym powrocie duży, czerwony, polujący z furią pająk pojawił się na pniu drzewa z oczami wpatrzonymi w karalucha. Zrobiliśmy kilka zdjęć tego dziwnie wyglądającego pająka zanim uciekł w górę drzewa. Gdy kolejny raz zajrzeliśmy do dziury w drzewie zobaczyliśmy że samica jest tuż przy wyjściu. Ruszyliśmy patyk z przywiązanym karaczanem. Bach! Porwała naszą przynętę i zniknęła z nią w głębi drzewa. Tej nocy już jej więcej nie zobaczyliśmy. Nasze obserwacje tego osobnika pokazały, że nie zmieniają one ubarwienia od wieku podrostków, które widzieliśmy w dziurach na moście. Tak naprawdę w świetle latarki samica była jasno zielona. Jej podbrzusze było jasnozielone a na grzbiecie jej barwy były ciemno zielone/czarne i wpadające w blado zielony i czerwony na górze. Czarne tygrysie pasy na podbrzuszu były dokładnie widoczne.

Wraz ze świtem Mike wyruszył sam ze swoją lustrzanką by spróbować ją sfotografować. Powrócił bardzo cichy, ale czemu? Spędziliśmy cały dzień na chodzeniu po okolicy, szukaniu i sprawdzaniu każdej dziury w drzewie. Nic nie znaleźliśmy. Jedyną obserwacją tej wędrówki i prawdopodobnie najważniejszą jest to, że wszystkie inne dziury w drzewach, które znaleźliśmy były wilgotne, natomiast te z pająkami były suche.

Tamtej nocy wróciliśmy, żeby odwiedzić ponownie naszego podopiecznego. Dotarłem tam jako pierwszy. To co tam ujrzałem było dla mnie ogromnym szokiem i czymś całkowicie niespodziewanym. Na przeciwko mnie znajdowała się dorosła samica C. thorelli i sześć lub więcej podrostków. Z nogami jak bryły utknąłem w środku drzewa, stałem tam zmieszany i zdumiony. Podrostki? Nie mogliśmy w to uwierzyć. Wtedy przyszło nam do głowy dlaczego Mike wrócił w milczeniu. Tamtego ranka zobaczył mnóstwo pajączków, ale ponieważ był sam, postanowił nic nie mówić.

Tak wiec, mamy naszego pająka żyjącego nadrzewnie i grupowo. Brzmi znajomo? Poecilotheria była znaleziona w takim właśnie grupowym środowisku. Pod tym względem, pokusa ścięcia drzewa i zebrania całej dokumentacji fotograficznej była bardzo kusząca. Appu zbadał drzewo i powiedział, że prawdopodobnie ono umiera i mogłoby być legalnie usunięte przez niego. Ku uciesze Appusa zdecydowaliśmy, że drzewo powinno pozostać nienaruszone tam gdzie jest. Ostatecznie, byliśmy tam po to by obserwować, a nie niszczyć czy zabierać. Ta podróż była dla zabawy i przygody, a nie dla chwały. Nie pragnęliśmy być wzniesieni na piedestał. Jesteśmy tylko kilkoma entuzjastami uczącymi się i bawiącymi się. Miejmy nadzieję, że nasza praca będzie mogła być wykorzystana przez kogoś w przyszłości.

Czas naszego powrotu zbliżał się nieuchronnie, musieliśmy opuścić park wędrując długo do łodzi. Będąc w połowie drogi, zatrzymaliśmy się na ostatniej linie mostu z parku, żeby zobaczyć ogromnego warana w strumieniu na dole. Pozostawał pod wodą, a błoto szybko przysłoniło nam jego widok. Obróciliśmy się, a tam - na przeciw nas była wielka masa nici pajęczych z dwoma kijami długości około 24 cali w kształcie krzyża. Czyżby dowód obecności kolejnego osobnika?

Jak się okazało, pająk ten był w dziurze mieszczącej sznur który wspomagał most. Około sześć stóp w górę. Ostrożnym zabiegiem udało nam się wyciągnąć pająka i przyjrzeć się bestii dokładnie. Była tego samego gatunku i koloru który obserwowaliśmy w parku. Po raz kolejny, to był ogromny osobnik i bardzo agresywny.Szczęśliwi i z uśmiechem satysfakcji powędrowaliśmy naprzód w stronę rzeki.



Podsumowanie:
Czy udało nam się czegoś dowieść? Nie jestem pewien. W końcu co tak naprawdę stanowi dowód? Wydaje się, że w hobby, które wybraliśmy bardzo trudno uzyskać informacje i gdy już są one oferowane bardzo często są podważane przez tych, którzy powinni wiedzieć lepiej i mogli nie widzieć tych wspaniałych stworzeń w ich naturalnym środowisku! Z naszych obserwacji jasno wynika, że ptaszniki, które obserwowaliśmy prowadzą nadrzewny tryb życia. Jednak nie udało nam się zdobyć dowodów zdjęciowych jednej samicy i jej najbliższych krewnych żyjących razem dowodząc, że jest to prawdziwy Tree Tiger lub że to co zobaczyliśmy to nie jest legendarny C. thorelli, ale coś zupełnie innego. Jakie mam prawo żeby tak twierdzić? Mogę jedynie potwierdzić fakt, że widzieliśmy je.

Dziękuję Deanowi Hewlettowi i Mikeowi Richardsonowi za przyjaźń i pomoc. Appu - naszemu przewodnikowi, właścicielowi hotelu i dobremu przyjacielowi, Matce Naturze i sobie - za wiarę. Dziękuję również Rayowi, Angeli Hale, Martinowi Nicholasowi, Andrew M. Smithowi, nie mogę nie wspomnieć o swojej żonie, która pozwoliła mi pognać i bawić się, kiedy ona sama została w domu.

Przypisy:
Od czasu mojego powrotu do domu, zostałem poinformowany przez naszego przewodnika Appu, że zaobserwował on tego pająka zamieszkującego urwistą skałę zwrócona w stronę masywu górskiego Limestone - Gunong Kesong. Jako że wybieramy się tam z powrotem w czerwcu 2001 roku sprawdzę to dokładnie!

Powrót - rok 2001

Faktycznie nadrzewny C. thorelli. Zdjęcie: Mark Pennel, 2001.

Tak, wróciliśmy do Malezji w czerwcu. Ponownie znaleźliśmy C. thorelli. Przeszukaliśmy masyw górski Limestone, gdzie znaleźliśmy tylko zrzucone wylinki i z wielkim wysiłkiem próbowaliśmy znaleźć naziemnie żyjące osobniki, ale nie znaleźliśmy żadnego.

Podsumowując, nie ma szans znaleźć tego pająka żyjącego inaczej niż nadrzewnie albo po prostu my nie potrafiliśmy ich znaleźć. Jednakże, znaleźliśmy naziemnie żyjące ptaszniki, jednak pozostają one niezidentyfikowane.

Zobacz zdjęcia z tegorocznych ekspedycji na tych dwóch stronach:
http://www.seriousbite.com
http://www.spiders-uk.co.uk

Przypis z 28 stycznia 2006 roku: Obecnie uważa się, że gatunek o którym mowa powyżej to C.schioedtei (Thorell, 1891). Powyższy artykuł został napisany i opublikowany w BTS Journal w 2000 roku i był oparty na informacjach dostępnych nam w tamtym czasie.

Tekst oryginalny: http://www.thebts.co.uk/tree_spider.htm

Tłumaczenie: Tris

Wszelkie prawa do powyższego artykułu są zastrzeżone.
Serwis Bestiae.pl posiada pozwolenia na jego publikowanie i tłumaczenie.
Zmieniony: niedziela, 21 lutego 2010 19:50
 

Copyright © 2012 Bestiae.pl, Grafika: krabDESIGN